polska droga do wolności

BIBUŁA – PRASA NIEZALEŻNA O WYBORACH

W Y B O R Y   8 9

A więc stało się! Wchodzimy w te zbliżające się wybory! Wchodzimy zwartą drużyną Wałęsy, z nadzieją na wygraną, z nadzieją na wywalczenie choć odrobiny normalności w surrealistycznej krainie pozornej demokracji, którą komuniści – chyba przez przekorę – nazwali „Polską Rzeczpospolitą Ludową”. Ach, gdyby Ona rzeczywiście była taka…

Niestety, państwo w którym przyszło nam żyć, nie jest w pełni polskie – bo zależne od ZSRR. któremu komuniści sprezentowali naszą suwerenność. Nie jest Rzeczpospolitą, nie jest Ludową – bo pod rządami komunistów społeczeństwo nigdy nie było podmiotem tego państwa, a tylko własnością zmieniających się w szybkim tempie elit władzy.

Jeśli dziaiaj decydujemy się na paktowanie z komunistami, którzy w sposób tak straszliwy pozbawili sensu pojęcia „państwa” i „narodu”, to nie dlatego, iż uznajemy tą władzę, chcemy jej udzielić legitymizacji, chcemy się z nią bratać. Nie! Chcemy aby Polska była Polską, aby państwo było państwem, aby naród miał prawo być narodem. Chcemy więc normalności, chcemy przywrócenia sensu naszego bytu, sensu naszej pracy, sensu zycia w tym komunistycznym surrealiźmie.

O takie podstawowe wartości toczy się ta walka. Już dawno wyprostowaliśmy kark naginany do ziemi, teraz powoli powstajemy z klęczek. W 1980 roku odrzuciliśmy przemoc. Musimy być konsekwentni. Dlatego zamiast wojny domowej wolimy uczestnictwo w wyborach, choć przeciez każdy zdaje sobie sprawę z tego, że nie są to w pełni demokratyczne wybory, że nadal wiele realnie istniejących sił politycznych nie ma możliwości równoprawnego prezentowania swojego programu wyborczego oraz swoich kandydatów do walki na forum parlamentarnym.

Uważam i głoszę to z całą odpowiedzialnością, że fakt udziału „Solidarności” w tych wyborach, pomimo niedoskonałości mechanizmów wyborczych, jest naszym współnym zwycięstwem. Po raz pierwszy w historii obozu komunistycznego, władza musiała dokonać bardzo znacznego samoograniczenia swego monopolu rządów, po raz pierwszy partyjna oligarchia stanęła oko w oko z przeciwnikiem,na którego plicyjne pały okazały się już za krótkie.

To, co się dzieje obecnie w Polsce, bez wątpienia jest wydarzeniem historycznym, o którym nasze dzieci bedą z dumą się uczyć. Powaga zmian, które mamy możność nie tylko obserwować, ale i współtworzyć, nie jest oczywiście żadnym argumentem dla obywateli tego kraju, zniecierpliwionych narastającymprzez ponad czterdzieści lat chaosem komunistycznych rzadów. Wszyscy mamy serdecznie dość eksperymentowania na żywym organiźmie społecznym, w imię jakiejś wydumanej, rzekomo wiecznie żywej idei, która w praktyce okazuje się stekiem bezwartościowych bzdur.

Ale jeśli zgadzamy się co do tego, iż gruntowne i radykalne zmiany są nieodwołanie konieczne, winniśmy także zgodzić się co do tego, iż najwłaściwszą formą ich wprowadzenia w życie musi być pokojowa ewolucja – a więc również walka parlamentarna, a więc także wejście w nasmarowane kłamstwem mechanizmy władzy. Musimy niestety w to się zanurzyć. I musimy coś jeszcze –  m u s i m y   w y g r a ć!    (RZ)

(artkuł opublikowany w piśmie młodzieży solidarnej  BAJTEL nr 20 – pobierz pdf)


pismo młodzieży solidarnej BAJTEL


 

SOLIDARNOŚĆ – POLSKA REWOLUCJA

plakat wyborczy „S” – autor: Tomasz Sarnecki

Rzecz dzieje się w Polsce, czyli nigdzie – taką dyspozycję sytuacyjną umieścił na początku swej sztubacko-prześmiewczej sztuki „Ubu król* Alfred Jarry. Kiedyś Zbigniew Załuski tą właśnie anarchiczno-sztubacką sztukę, klimatem zbliżoną do „Ferdydurke” Gombrowicza, a niektórymi postaciami do „Tanga” Mrożka zaklasyfikował jednoznacznie jako ‘‘manifestację artystyczną godzącą w polską godność i polski patriotyzm”. W istocie Ubu król. wykreowany przez czternastoletniego Jarry’ego był co prawda uzurpatorem, obleśnym i tchórzliwym chamem obdzierającym ze skóry swych poddanych, ale był też człowiekiem pozbawionym całkowicie hipokryzji, zupełnie otwarcie wcielającym w życie nauki Niccolo Machiavellego. Była to więc nie tyle manifestacja antypolskości, ile uniwersalna kpina z mieszczańskiego ethosu: polskość miała być tylko symbolem pewnej, niezrozumiałej dla zachodniego odbiorcy egzotyki. Była to również spontaniczna salwa śmiechu z wszelkiej konwencji, wystudiowanych póz, eufemizmów, pozorów – słowem wszelakiego udawania.

Taka olbrzymia salwa śmiechu przetoczyła się przez Polską w Sierpniu. Odrzucono definitywnie zakłamanie władzy, cierpliwie niczym jad sączone w mózgi poddanych. Odtąd prawda oraz zasada non violence (bez przemocy) stały się imperatywem tego, co już gorącym latem 1980 roku nazywać zaczęto rewolucją. Prawda, gwałtownie wyartykułowana prosto w oczy władzy, zapoczątkowała proces olbrzymich, aczkolwiek w świadomości społecznej wciąż przeterminowanych zmian systemu. Polski król Ubu został tym samym przez poddanych zdetronizowany, choć formalnie nadal dzierży berło i usiłuje sprawować władzę. Polskość odtąd staje się dla Zachodu nie tyle symbolem egzotyki, ile symbolem sprzeciwu.

Nie dmuchajmy jednak w trąby nacjonalistycznego mesjanizmu. Odrzucenie totalitaryzmu nie jest wcale emploi Polski. Ale rewolucja określana jako „polska* wyróżnia się bezwstydnie spośród innych: Rewolucji Angielskiej, Francuskiej czy Rosyjskiej. Nie jest tylko eksplozją „obywatelskiego nieposłuszeństwa” Henry*ego Thoreau, erupcją dławionego dotąd Indywidualizmu, magmą podmiotowości wylewającej się z krateru niezadowolenia. Jest tym wszystkim, ale jest też czymś innym: dawną brutalność fizycznego unicestwienie pomazańców władzy zastępuje subtelnością dialogu kwestionującego dotychczasową umowę społeczną. Jest więc przede wszystkim rewolucją ducha; tym co określają dwa Tischnerowskie zdania: „Sumienie sadzi lasy. Solidarność to ogromny las, zasadzony przez przebudzone sumienia”.

Bunt, ale nie beznadziejny, prawda, ale bezkrwawa, integryzm, ale pluralistyczny – oto ethos „Solidarności”. Polska rewolucja neguje tym samym swoistą etykę dziejów, swoistą etykietę zbuntowanego ludu. Czyż rzeczywiście jest ideą tak eudajmonistyczną, iż drogi, wiodące do celu już stanowią pewną jego antycypację?? W jaki sposób stało się możliwe przezwyciężenie tak wytrwale pogłębianych podziałów społecznych, wyrzucenie marksistowskich obsesji klasowych do zsypu historii, zjednoczenie wyalienowanych jednostek? Czy jako odpowiedź wystarczyć musi konstatacja, że Polacy wyrwali się wreszcie ponuremu grabarzowi kontestacji – bezmyślności?

Henri Lefebvre zauważa, że „alienacja pojawia się wtedy, gdy jednostka lub byt społeczny nie może urzeczywistnić potencjału który w sobie niesie, ponieważ jest on blokowany przez ucisk bądź represję.” Pozostaje nam spekulować: czy ucisk był zbyt mały, czy potencjał zbyt duży, czy solidarność rzeczywiście powszechnie przekroczyła bariery alienacji, czy prawdą skutecznie przetarliśmy oczy z lepkiego komunistycznego kłamstwa.

Faktem bezspornym jest, że Polacy wywłaszczyli komunistyczne państwo z tego, co stanowi o sensie jego istnienia: z obywateli. Nie tylko jednorazowym aktem wypowiedzieli władzy posłuszeństwo, ale również publicznie i formalnie odmówili jej dalszej – choćby tylko pozornej – legitymizacji. Zakwestionowali również tożsamość PRL-u jako państwa polskiego. W taki oto sposób dokonała się polityczna defloracja sfer władzy, a społeczeństwo energicznie otrząsnęło sit z marksistowskich miraży, wzruszeniem ramion kwestionując rosnącą minoderię władz. Po ponad ośmiu latach od sierpniowego „NIE* okazało się, że pragnienie aby Polska była Polską nie osłabło ani na moment.

Leszek Kołakowski w „Głównych nurtach marksizmu” zauważa, że „dławienie swobód obywatelskich w imię utrzymania i umocnienia istniejącej władzy nie jest jeszcze systemem totalitarnym, jeśli nie towarzyszy mu inna zasada: iż wszelka działalność ludzi we wszystkich dziedzinach aktywności – ekonomicznej czy kulturalnej – musi być podporządkowana wyłącznie celom państwa, że nie tylko zakazane są i tępione bezwzględnie akcje skierowane przeciwko istniejącej władzy, ale także, że nie ma w ogóle żadnych dziedzin życia politycznie „neutralnych” i że każdy obywatel ma prawo do takiej tylko działalności, która jest zarazem przewidziana przez cele państwowe, że każda, jednostka jest własnością państwa i tak jest przez państwo traktowana”. Nakreślony tak precyzyjnie konterfekt elit sprawujących władzę w PRL-u, został przez polskie społeczeństwo nie tylko dostrzeżony, ale i radykalnie odrzucony. „Król jest nagi” – oto wołanie Robotników*80.

Ich protest w historii nie tylko Polski ale także i świata jest bardzo swoistą insurekcją, fenomenem w dziejach narodów. Stanowi bowiem wyrazistą cezurę w krwawych dziejach walki o podmiotowość narodową: Europa nigdy nie oglądała takiego popisu non violence. Wyróżnikiem i cechą tej niezwykłości jest także „okrągły stół”. Choć togo rodzaju negocjacje można różnie oceniać, stanowią one bez wątpienia cezurę innego rodzaju: zamykają okres upartego budowania przez komunistyczną władzę, wbrew społeczeństwu, państwa typu zamkniętego, wasalnego wobec ZSRR, a otwierają okres budowania przez samo organizujące się społeczeństwo państwa typu otwartego, suwerennego, w którym – zgodnie ze znaną definicją Poppera – każda jednostka będzie miała prawo do osobistych decyzji.

Razem: Sierpień i „okrągły stół”, jako forma wstępnego kontraktu społecznego, są fundamentalną cezurą w powojennych losach Polski, są sednem Polskiej Rewolucji. Sierpień wyraża dążenie do Prawdy, „okrągły stół” zaś non violence w praktyce, a nie tylko w teorii. Polska Rewolucja, mimo ewolucyjnych form, jest przy tym tak rzeczywistą rewolucją, iż wydaje się to niezamierzoną ironią historii: komunistycznej władzy, szermującej rewolucyjną retoryką – jak wyraził się Kołakowski – „z rewolucyjnych marzeń pozostały frazeologiczne szczątki, służące do dekoracji totalitarnego imperializmu.” Cóż – prawo do buntu, owego perpetuum mobile ludzkich dziejów, nigdy nie poddało się reglamentacyjnym zabiegom.

Wydaje się, że nie miał racji Timothy Garton Asch, kiedy w swej książce „Polska Rewolucja: Solidarność 1980-1982” napisał, iż dołączyła ona do „Praskiej Wiosny i Rewolucji Węgierskiej na melancholijnej liście pokonanych europejskich rewolucji przeciwko Jałcie”. Nie mógł jednak wówczas przewidzieć, że „Solidarność” niczym Feniks powstanie z popiołów stanu wojennego. Dokonana obecnie legalizacja „Solidarności” ostatecznie wyjaśnia kwestię, czy Polska Rewolucja – w tak nierewolucyjnej wydawałoby się formie – trwać będzie nadal. A trwać przecież musi, bo za cel ostateczny postawiła sobie likwidację wszelkich zagrożeń wolności Polaków: głównie tych wynikających z koncentracji władzy w rękach aparatu PZPR oraz będących efektem obłąkanej ideologii marksistowskiej. Coraz powszechniejsza świadomość postkomunistyczna w społeczeństwie nie dopuszcza myśli o możliwości przegranej. Stawka jest zbyt wysoka, aby można było pozwolić sobie na przegraną – chodzi przecież o znaczące poszerzenie sfery wolności we wszelkich dziedzinach życia społecznego. Ulubione słowo Metternicha: porządek – nie oznacza przecież tego samego dla obu podstawowych stron konfliktu. Dychotomiczność celów i interesów władzy i społeczeństwa jest osią tejże rewolucji.

W Polsce tli się już demokracja. „Solidarność” jest płomieniem Polskiej Rewolucji doń wiodącej. Front walki przebiega „wszędzie tam, gdzie ideologiczny dogmatyzm blokuje podmiotowość społeczną. Ostateczne zwycięstwo to ukształtowanie takiego modelu państwa, którego idealny kształt nakreślił Thoreau: ma to być państwo uznające jednostkę za mocniejszą od siebie i niezależną się, z której wywodzi się cała jego siła i władza, państwo odpowiednio tą jednostkę traktujące. Ale Polska Rewolucja stała się katalizatorem procesów jeszcze bardziej poważniejszych: oto dzięki niej budzi się świadomość europejskiej wspólnoty, rugującej sztuczne ideologiczne granice. „Solidarność” klinem wbija się w szczelinę sowieckiego imperium, początkując jego nieuchronny rozkład. Zgodnie z „Planem Gry” Brzezińskiego, polityczne realia ulegają zasadniczym przeobrażeniom, choć bez formalnych zmian politycznych. Pojęcie „wspólnego domu europejskiego” trafiło również do świadomości władców zmurszałego bloku sowieckiego. Porządek Teheranu, Poczdamu i Jałty nie wydaje się już niewzruszony, a czas kiedy zostanie zakwestionowany nie tylko werbalnie, jest już bliski. Pragnienie wolności jest coraz to silniejsze, a Polska Rewolucja wciąż je podsyca. Czas kiedy z okazałych gmachów władzy zerwana zostanie czerwona flaga jest już bliski.

RYSZARD ZAJĄC

(artkuł opublikowany w piśmie młodzieży solidarnej BAJTEL nr 20) – pobierz pdf)


PWA. PRZEGLĄD WIADOMOŚCI AGENCYJNYCH