polska droga do wolności

Publikacje

Publikacje nt. Okrągłego Stołu i wyborów czerwcowych 1989 r.

W lutym 1989 roku przedłożyłem artykuł pt. „Potrzebny odwrót od wszechwładzy” do publikacji w  śląskim tygodniku „Tak i NIE”. Artykuł został w całości zdjęty przez cenzurę – tygodnik opublikował tylko… moje imię i nazwisko jako  autora, z zaznaczeniem ingerencji cenzury. W związku z tym, pełną treść artykułu opublikował w marcu 1988, wydawane w konspiracji pismo młodzieży solidarnej BAJTEL. W tym czasie trwały już obrady „Okrągłego Stołu”…


Publikujemy poniżej artykuł przedstawiciela nasiej redakcji, złożony do druku w tygodniku „Tak i Ne” z lutego br., w całości zdjęty przez cenzurę. Jak widać, dla opozycji odpowiedź brzmij NIE! „Pieriestrojka”, odnowa – to wciąż puste slogany bez pokrycia. Nadal nie mamy prawa głosu!

Potrzebny odwrót od wszechwładzy!

Pogoda polityczna sprzyja myślącym. Mamy czas odwilży. Piszę ten tekst kilka dni przed zapowiedzianym spotkaniem “okrągłego stołu”. Odważyłem się opublikować go w prasie oficjalnej. Nie mam pewności, czy ukaże się bez ingerencji cenzury, choć przecież nie jest niecenzuralny. Piszę o odwadze, bo nie jest codziennym zwyczajem tejże prasy publikowanie artykułów, napisanych przez dziennikarzy z prasy wydawanej poza państwowym monopolem.

Ów akt odwagi wymaga paru słów, gwoli wyjaśnienia. Po pierwsze, nie akceptuję obecnego modelu informacyjnego prasy oficjalnej, szczególnie zaś stosowania wewnątrzredakcyjnej cenzury prewencyjnej. Po drugie, jeżeli ten artykuł ukazuje się na łamach „Tak i Nie”, to tylko w efekcie mojego pragmatyzmu – w końcu dość wysoki, nakład tego tygodnika – nie zaś konstatacji że już jest tak dobrze. Po trzecie wreszcie, treści zawartych, w artykule nie należy utożsamiać ze stanowiskiem jakichkolwiek struktur „Solidarności” czy innych środowisk opozycyjnych.

W jednym ze swoich felietonów, opublikowanych w bezdebitowym śląskim piśmie młodzieży solidarnej „Bajtel”, powołując się na trafne spostrzeżenie Adama Michnika, iż opozycja wciąż znajduje się między „okrągłym stołem” a kwadratową celą^ zauważyłem, że „dość długo przestrzeń naszych działań będą ograniczały stół i cela, czyli możliwość ewentualnego, choć przecież wciąż odległego porozumienia lub totalna walka. Ludzie myślący są jednak po obu stronach politycznej barykady, a to w jakim kierunku pójdziemy – zależy właśnie od nich. Betony po obu stronach, wciąż wymachujące dzidą lub innym narzędziem walki, pragnące by przeciwnik zjadł ze strachu własny krawat – są dziś wręcz anachronizmem. Chyba jednak skazani jesteśmy na ewolucję zamiast rewolucji”.

Czas weryfikuje te stwierdzenia, choć rozwój wydarzeń – na razie – wydaje się je potwierdzać. Słowa napisane przeze mnie w listopadzie ub. roku (1988) stopniowo stają się politycznym, znaczącym faktem. Przesunięcie w kierunku porozumienia i ewolucji jest wyraźnie zauważalne. Świadczą o tym oficjalne deklaracje obu stron, wymieniając chronologicznie: stanowisko KC PZPR z 18 stycznia br. w sprawie pluralizmu politycznego i związkowego oraz oświadczenie Krajowej Komisji Wykonawczej NSZZ „Solidarność” z 22 stycznia br. Świadczy o tym zwołanie „okrągłego stołu”.

taktojestZakładając, że w ZSRR nie nastąpi odwrót od zadekretowanej „pieriestrojki”, koniunktura polityczna – zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie – pozwolić może na faktyczne upodmiotowienie społeczeństwa polskiego, choć raczej nastąpi to później niż wcześniej. Aby społeczeństwo mogło ową podmiotowość odzyskać, oprócz tych oczywistych warunków zewnętrznych, niezbędnie konieczne jest odrzucenie w sposób zdecydowanie radykalny – choć w drodze consensusu – tych uwarunkowań wewnętrznych, które uniemożliwiając wszystkim obywatelom Polski pełną identyfikację ze swym państwem sprawiają że nie czują się oni w nim jak we własnym domu, a co za tym idzie – nie mają najmniejszej ochoty angażować się w cokolwiek, co nie znajduje się w obrębie ich podmiotowości.

Eufemistyczny zwrot „uwarunkowania wewnętrzne”, to — nazywając rzeczy po imieniu – pokutujące jeszcze od czasów stalinowskich przyzwyczajenie elit rządzących do doraźnego podporządkowywania prawa i innych konstytutywnych elementów państwa – własnym, grupowym interesom. Polska nie jest niczyim prywatnym folwarkiem. Potrzebny jest więc odwrót od wszechwładzy państwa, od totalitarnych zapędów partyjno-państwowego aparatu we wszystkie afery społecznej aktywności. Potrzebna jest całkowita destalinizacja!

Zauważam zmiany, jakie dokonują się w naszym kraju i w ościennych państwach tego obozu. Być może jest to mówienie na wyrost, ale uważam je za początkowe stadium rewolucji, zdefiniowanej przez Karla Raimunda Poppera jako przejście od społeczeństwa zamkniętego do otwartego. W swej monumentalnej pracy „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”, wydanej w Polsce przez Niezależną Oficynę Wydawniczą “NOWA” (Warszawa 1987, a. 127) pisze on bowiem, że społeczeństwo, w którym jednostka ma prawo do osobistych decyzji określić można jako otwarte, zaś społeczeństwo magiczne, trybalne, kolektywne jako zamknięte, a „przejście od społeczeństwa zamkniętego do społeczeństwa otwartego jest najgłębszą rewolucją, jaką ludzkość zapisała na swym koncie:

Droga do społeczeństwa typu otwartego, choć werbalnie możliwa i pożądana przez bardziej świadomą część społeczeństwa, wciąż zastawiona jest szlabanem starego porządku i wszechmocnych koterii, klik i układów, zwietrzałych i idiotycznych przepisów i uzurpującej sobie wyłączność na rację maszynerii państwowej. Wciąż niestety więcej zmian werbalnych, czysto deklaratywnych – niż faktycznych. Wciąż – jak to gorzko mówił podczas telewizyjnej debaty Lech Wałęsa – idziemy krok po kroku, a świat ucieka nam samochodem. Potrzeba mniej programów i obietnic, więcej faktów. Takiego zdania był także – co muszę ja, nie marksista przypomnieć – Karol Marks, który twierdził, że „każdy krok rzeczywistego ruchu jest ważniejszy niż tuzin programów!”.

Tak wiele przecież trzeba jeszcze zmienić: gospodarczą nieudolność, intelektualną nietolerancję, dogmatyzm w praktyce, wasalstwo wobec sojuszników. Zamiast ręcznego sterowania, sufitowych planów, telefonicznych, nieodpowiedzialnych dyrektyw – potrzeba świeżych inicjatyw i niekonwencjonalnych rozwiązań, autentycznego współgospodarzenia i rozsądnych decyzji, prymatu intelektu a nie posłuszeństwa, likwidacji zasady, podniesionej do rangi kryterium personalnego: „mierny, ale wierny”. Zamiast ideologicznych barier, stawianych na oślep i wbrew zwykłemu, zdrowemu rozsądkowi – pilnie potrzeba pragmatycznych mechanizmów rynkowych w gospodarce i rzeczywistej podmiotowości w polityce.

Monopol organizacyjny i informacyjny zastąpiony być musi rzeczywistym pluralizmem: politycznym, a więc partie; stowarzyszeniowym, bez arbitralnego decydowania o przydatności społecznej i związkowym, a więc także „Solidarność”; informacyjnym, a więc z prawem publicznego zabierania głosu; ekonomicznym i jakim tam jeszcze. Pozwólmy ludziom żyć tak, jak sami chcą, a nie tak jak to wymyślił jakiś ideolog dwieście czy trzysta lat temu. Jak mawiał Oskar Wilde – „życie jest zmienne, płynne, aktywne. Uczynienie z niego stereotypu w jakiejkolwiek formie jest śmiercią”.

Dziś nikogo nie interesują imponderabilia, gdy rzecz idzie o sprawy fundamentalne. W straszliwie zdeformowanej polskiej rzeczywistości gorączka społecznego niezadowolenia jest wciąż wysoka. Tymczasem oferowane przez władzę propozycje zmian wciąż są – jak gdyby prowokująco – znacznie przeterminowane. Choć czynione są ustępstwa, i to dość znacznej rangi: liberalizacja sfery gospodarczej, wprowadzenie zastępczej służby wojskowej, łatwiejszy dostęp do paszportu, deklarowany na partyjnym forum pluralizm polityczny i związkowy – społeczeństwo nie jest i nie może być usatysfakcjonowane. A to dlatego, że ustępstwa władzy wciąż wymagają angażowania olbrzymich sił społecznych, celem pokonania nadal silnego oporu grup zachowawczych. Poza tym – jak to dotąd w PRL bywało – deklaracje, zapewnienia, obietnice, choćby z najwyższych trybun głoszone, nie zawsze, a raczej prawie nigdy nie realizowano w praktyce.

Mimo „odfajkowania” problemu, praktycznie do dziś nie rozwiązano np. problemu zastępczej służby wojskowej. Do dziś bowiem Wojskowe Komendy Uzupełnień, stosując sobie tylko znane kryteria, utrudniają dostęp do tej służby. Deklarowany pluralizm związkowy niesie ze sobą propozycje samoograniczania się nowych związków zawodowych (czytaj: NSZZ „Solidarność”), a także kategoryczną zapowiedź wykastrowania ich z prawa do strajku na jakiś okres. Deklarowany pluralizm polityczny zawiera mglistą obietnicę włączenia w system polityczny państwa „konstruktywnej opozycji”. Jest to równie nieostra kategoria, jak krytykowane powszechnie „zasady współżycia społecznego* – kolejny wytrych pozwalający na dowolną interpretację. Nie wiadomo też bardzo dlaczego, nie przewiduje się możliwości legalizacji, działających dość licznie w podziemiu rozmaitych partii, jak chociażby Polskiej Partii Socjalistycznej czy Polskiej Partii Zielonych. Nadal więc, mimo ogłoszonego przez gen. Jaruzelskiego końca „socjalizmu koszarowego”, zadekretowany liberalizm przypomina pięść, tyle że rozluźnioną.

Pluralizm polskiego społeczeństwa jest faktem, którego przeoczyć nie sposób. Wyłoniły się nowe, bardzo poważne siły polityczne, która nie mają najmniejszego zamiaru akceptować starych zasad politycznej gry. Dlatego też obecnie konieczny jest nowy kontrakt społeczny pomiędzy rządzącymi a rządzonymi. Represje a’la Stalin już dawno przestały być skuteczne, niezależnie od tego, że wystarczająco zostały skompromitowane. Władza nie ma – poza zawarciem porozumienia – innego, równie rozsądnego wyjścia.

Gdy tan tekst dotrze do Czytelnika, „okrągły stół” stanie się faktem. Władza pragnie w ten sposób doprowadzić do utworzenia tzw. Rady Porozumienia Narodowego, rozwiązać kwestię zbliżających się wyborów do Sejmu, później zaś negocjować pozostałe problemy.

Dla Lecha Wałęsy i ludzi opozycji opowiadających się po jego stronie, „okrągły stół” jest celem, ale środkiem. Ewentualnie utworzona jakaś struktura negocjacyjna (przedwczesnym byłoby przesądzać, że nazywać się ona będzie tak, jak tego chce władza) winna stać się instytucjonalną formą prowadzenia rozmów na temat przyszłego kształtu mechanizmów państwowych, w żadnym wypadku nie może zostać zredukowana do roli „odkurzonego* Frontu Jedności Narodu.

Sens rozmów „okrągłego stołu” – jak stwierdził Tadeusz Mazowiecki podczas spotkania powołującego Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność” – określa możliwość legalizacji „Solidarności” w ramach wprowadzanego pluralizmu związkowego.

pluralizmZ czym przystępujemy do tego stołu? Postulujemy pluralizm politycznych orientacji i organizacji, wzmocniony autentycznym i proporcjonalnym przedstawicielstwem w Sejmie (a więc takie wolne wybory) oraz rzeczywistą niezawisłością sądów. Do lamusa historii trafić muszą wszystkie akty prawne, noszące ślady stanu wojennego. Istotnym uzupełnieniem pluralizmu politycznego musi być nieskrępowana możliwość tworzenia stowarzyszeń, gruntownej zmianie musi ulec ustawa o zgromadzeniach, wreszcie niezbędny jest równoprawny dostęp do radia i telewizji, przywrócenie prasy „Solidarności” oraz spełnienie szeregu warunków (zwrot zawłaszczonego mienia, rehabilitacja osób represjonowanych, dostęp do papieru) umożliwiających legalizację niezależnych inicjatyw wydawniczych: pism, drukarni. Niebagatelne znaczenie miałoby całkowite zniesienie cenzury w jakiejkolwiek formie. Prawo do zrzeszania się musi umożliwić funkcjonowanie stowarzyszeń twórczych i naukowych, brutalnie rozwiązanych prawem stanu wojennego. Pierwsze społeczne doświadczenia, po próbach rekonstrukcji autentycznej organizacji dziennikarskiej, literatów, budzą pewien niepokój.

Po pluralizmie związkowym i politycznym, generalnym postulatem strony społecznej jest pluralizm gospodarczy, mający umożliwić funkcjonowanie normalnej gospodarki rynkowej. Obiecywany niegdyś wzrost spożycia, faktycznie oznaczać będzie co najmniej w najbliższych 2-3 latach, drakońskie wyrzeczenia i zaciskanie pasa przez ludzi pracy. Aby przeciwdziałać frustracji szeroko otworzono furtkę dla przedsiębiorczych. Pamiętać jednak trzeba, że w ska¬li społeczeństwa stanowić oni będą niezbyt duży procent, a o nastrojach społecznych znacząco rozstrzygać będzie samopoczucie robotników wielkich przedsiębiorstw państwowych oraz coraz bardziej radykalna i sfrustrowana młodzież. Konieczny jest więc autentyczny samorząd pracowniczy, nadrzędny w stosunku do dyrektorów przedsiębiorstw. Nastroje społeczne mogłoby znacznie poprawić unormalnienie stosunków własnościowych w gospodarce oraz faktyczne uspołecznienie przedsiębiorstw, np. poprzez akcje czy obligacje. Koniecznym atutem byłaby także rozsądna indeksacja wszelkich wynagrodzeń i świadczeń. Ale zdaniem aż 65 proc. robotników, PZPR w większym stopniu chroni interesy pracowników milicji, wojska, aparatu partyjnego, urzędników i dyrektorów – aniżeli robotników.

W pakiecie postulatów, przedstawianych przez negocjacyjną ekipę Lecha Wałęsy podczas obrad „okrągłego stołu”, znajduje się również dezyderat pełnego zatrudnienia, chociaż – moim zdaniem – racjonalniejszym rozwiązaniem byłoby ograniczone bezrobocie. W sferze rolniczej niezbędna wydaje się legalizacja „Solidarności” Rolników Indywidualnych, choć jak można przypuszczać, rolnicy znajdują się w kolejce legalizacyjnej na przedostatnim miejscu, tuż przed młodzieżą licealną ,która nie ma zbyt silnego lobby.

Tymczasem podmiotowa reprezentacja rolników mogłaby wpływać na zorientowanie gospodarki polskiej również na produkcję dla rolnictwa, określić jego docelowy model rozwoju (postulowałbym model farmerski), zdjąć gorset przepisów hamujących rozwój sektora żywnościowego.

Dobitnym i mocnym głosem Śląsk dopomina się o faktyczne, a nie pozorne zlikwidowanie gwarectw i tzw. wspólnoty węgla, unormalnienia czasu pracy, kwestii bhp, rent, emerytur, a także – co niezwykle istotne – kompleksowego zajęcia się sytuacją ekologiczną naszego regionu. Postulaty to nie nowe i nadal ich blokada wywołuje sporo goryczy.

W rewindykacjach strony społecznej znalazł się takie postulat dotyczący mniejszości narodowych w Polsce, które domagają się swobody stowarzyszeń oraz możliwości zakładania fundacji społecznych, religijnych, kulturalnych i oświatowych.

Tadeusz Mazowiecki, na spotkaniu Komitetu Obywatelskiego zauważył „czas jest czynnikiem ważnym. Władza liczy go dojrzewaniem aparatu do niezbędnych zmian, my natomiast niecierpliwością społeczną”. Postawmy pytanie, kto w ostatecznym rozrachunku zadecyduje o “społecznej niecierpliwości”?. Śmiem twierdzić, że tym detonatorem stanie się młodzież. Strajkowy strach może jeszcze zajrzeć władzy w oczy, tym bardziej że dotychczas potulne związki OPZZ-towskie nagle pokazują rogi. Ale sytuację w Polsce – jak twierdził już blisko pół roku temu Jacek Kuroń – wyznacza dzisiaj radykalna młodzież. Zbuntowana jest nie tylko przeciw władzy, buntować się zaczyna takie przeciw „Solidarności”. Młodzieżowy żywioł może dla władzy okazać się bardzo groźny.

Nie jestem biernym obserwatorem politycznej sceny, jestem także działaczem niezależnych struktur młodzieżowych. Doskonale dostrzegam, że młodych nie wzrusza demonstracyjne zrzucanie przez władzę starej skóry, zakładanie liberalizacyjnego kostiumu i nowy, uszminkowany socjalizm. Młodzież nie dowierzać zaczyna także działaczom „Solidarności” i już wkrótce, co jest wielce prawdopodobne, może zbuntować się przeciw wszystkim, odrzucając nawet najrozsądniejsze kompromisy. Nie wolno lekceważyć bardzo ^znacznego radykalizmu młodego pokolenia, forma jego ujścia stanowi bowiem groźną zagadkę. Mamy faktycznie do czynienia – jak mi się wydaje – z narodzinami młodej, jeszcze nie opierzonej opozycji, której nie pociągają żadne „okrągłe stoły” i żmudnie wypracowywane consensusy. Władza siedzi więc na swoistej ‚beczce prochu.

Rekapitulując – mimo że jednak doszło do „okrągłego stołu”, nie jestem, podobnie jak wielu moich kolegów, szczerze przekonałby że oto na naszych oczach zaczyna się ziszczać złoty sen o państwie sprawiedliwym, czymś pośrednim pomiędzy Królestwem Niebieskim a Społeczeństwem Bezklasowym. Umysłowe bankructwo marksizmu jest dla mnie i dla wielu młodych ludzi z mojego otoczenia – namacalnym faktem.

Oceniając obecną sytuację polityczną, odczucia mam ambiwalentne – nadal więcej obaw niż nadziei. Choć jestem optymistą, to znaczy człowiekiem, który za ostatnie pieniądze kupuje portfel, nie mogę szczerze proklamować Nowej Wspaniałej Ery Odrodzenia Socjalizmu, choć – co przyznaję bez bicia – dostrzegam u siebie pewne ciągoty lewicowe.

Cieszę się, że elity władzy w tym państwie przyznały, że potrzebny jest odwrót od ich wszechwładzy. Przyszły kształt Polski jest jednak dla mnie dręczącą zagadką. Doświadczenia minionych, ponad czterdziestu lat, skłaniają mnie do postawienia pytania: czy należy kupować od łysego środek na porost włosów? Odpowiedzmy sobie sami.

Ryszard Zając

Autor jest redaktorem bezdebitowego pisma młodzieży solidarnej „Bajtel”, w nakładzie 5 tys. egzemplarzy wydawanym na Śląsku. Inicjator Klubów Młodzieży Solidarnej. Uczestnik i jeden z organizatorów strajku w kop. „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu-Zdroju, w sierpniu 1986. Ma 29 lat.

bajtel_winieta


(kliknij obrazek poniżej, aby pobrać plik pdf)

Kultura 1989 nr 7

„Kultura” 1989 nr 7 (s.110)

Krzysztof Czabański „Spod stołu”

Paryż, lipiec 1989

Kultura 1998 nr 1

„Kultura” 1998 nr 1 (s.17)

Andrzej Paczkowski – „Stół prostokątny, czyli Jachranka’97”

Paryż, styczeń 1998

Kultura 1999 nr 4

„Kultura” 1999 nr 4 (s.13)

Janusz Reykowski – „Sens porozumień Okrągłego Stołu”

Paryż, kwiecień 1999

OS_Stol_bez_kantow_IPN_1-3928Stół bez kantów

Biuletyn IPN nr 4

kwiecień 2004

OS_IPN_1-158501988 – 1989 Kres PRL

Najnowsza historia Polaków nr 17

4 marzec 2008

Okrągły Stół – 20 lat później

Tygodnik Powszechny nr 6

8 luty 2009

Teka_edukacyjna_IPN_z_Solidarnoscia_do_wolnosci

TEKA EDUKACYJNA

„Z Solidarnością do wolności”

Szczecin-Warszawa 2011

zmierzch_dyktatury_1

Polska 1986-89: dokumenty

ZMIERZCH DYKTATURY t. 1

Warszawa 2013

zmierzch_dyktatury_2

Polska 1986-89: dokumenty

ZMIERZCH DYKTATURY t. 2

Warszawa 2013

Historia do Rzeczy 3/2015

Kulisy Okrągłego Stołu

Warszawa 2015

Biuletyn IPN 5(26)2014

Legendy Okrągłego Stołu

Warszawa 2014

Fundacja Ośrodka Karta:

KONIEC SYSTEMU

Warszawa 2014